Wiara jest przygodą, choć brzmi to banalnie.Ale prawda czasem musi tak brzmieć - im prostsza, tym mniej
liryczna, by dopiero za pewną granicą stać się poezją. Tak właśnie wiarę znam
osobiście. To, jak bardzo staje się relacją, ile trzeba w nią włożyć codziennej
szarości, pospolitości i banału wiem nie od dziś.

Nie boję się tego - tak przecież wygląda życie. Nasza egzystencja nie opiera się na dobieganiu od punktu do punktu ekscytacji, nasz los to coś znacznie bardziej złożonego. Nie zawsze jest pięknie, idealnie, jak z perfekcyjnego zdjęcia wrzuconego na Instagram - gdyby tak było, nie byłoby to trwałe, po pewnym czasie przyszłoby znudzenie, szukanie kolejnej "podniety". Ale jest inaczej.
Wiara to starania z dwóch stron. Stwórca daje pełną miłość,
akceptację i pomoc, kiedy trzeba, a my musimy na to odpowiedzieć, uwierzyć,
rzucić się w przepaść, oddać kierownicę. Nie jest to rzecz najprostsza, mimo że
w pewnym sensie podstawowa - my ludzie stoimy za ścianą niezrozumienia,
upośledzenia nałożonego przez grzech na nasze zmysły i nasz umysł. Często tracimy
chęci, boimy się spróbować i wtedy właśnie najłatwiej jest powiedzieć NIE. Nie
ma Stwórcy, nie ma Go, ten głos z tyłu mojej głowy to ja, to wszystko dookoła
mnie to tylko przypadek, miłość to tylko chemia ,biologia, a ta wasza wiara to droga na skróty.
Bzdura. Wiara nigdy nie była, nie jest i nie będzie drogą na
skróty. To jest droga na szczyt, bo tak jest z każdym życiem, wszyscy tam dążymy. Tyle, że my mamy Przewodnika, a ta część
świata, która nie chce jego pomocy, ma mapę - jedynie własny rozum. Ale na tę
wędrówkę trzeba zabrać coś więcej niż rozum, dobre chęci, pozytywne myślenie i
paru ludzi, którym można zaufać. Przydaje się ktoś, kto góry zna, są jego
domem, sam przez nie przeszedł i niejednego już przez nie przeprowadził.
Witam z wielką przyjemnością na Między Niewiastami - blogu
Oazowiczek, które chcą pisać o drodze na szczyt i wszystkim tym, co się z ową
drogą wiąże.
Dobrej niedzieli!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz