Wiele osób
mówi, że nie chodzi do kościoła przez złych księży. Osobiście spotkałam na
swojej drodze paru , których wady mogłyby zrazić niejednego „letniego”
katolika.
Wiem,
że pewnie część z was zrezygnowała z niedzielnej mszy przez złego kaznodzieje
lub niemiłosiernego spowiednika, przez biznesmena w sutannie lub hipokrytę,
który nie zrozumiał, że nie dla każdego jego sposób parzenia na świat jest
słuszny.
Na
szczęście sama trafiałam na dobrych księży. Dobrych, ale nie bez wad.
Do
komunii przygotowywał mnie pewien młody, wesoły ksiądz z mojej parafii. Był
zawsze uśmiechnięty i mówił ciekawe kazania (nawet dla ośmioletniej
dziewczynki). To były niesamowity czas, w którym po raz pierwszy byłam na
Triduum, zaczynałam poznawać piękno tych Świąt.
Później
spotkałam księdza Dawida. Zawsze będzie dla mnie duszpasterzem, który
zaprowadził mnie do Ruchu Światło - Życie, który spowiada z sercem i mówi
świetne kazania, który denerwuje się, bo mu zależy i za którego zawsze będę
wdzięczna Bogu.
Był
jeszcze ksiądz Michał, z którym rozmawiało się o filmach, chodziło na pizzę i
który zabierał naszą scholę na wyjazdy i koncerty. Zawsze mówił, że kocha
naszą wspólnotę, a my zawsze, jak przedszkolaki, nieco zażenowali,
odpowiadaliśmy chórem. Był ksiądz Sebastian, który wytrzymywał mój bunt na
pierwszych wakacyjnych rekolekcjach. Był ksiądz Waldi, który pokazał mi Boga w
harcerzach i harcerstwie. Byli w końcu księża, których twarzy nie widziałam,
którzy cicho, zza kratek konfesjonału, mówili słowa zmieniające życie i przez
których Miłosierny Bóg odpuszczał moje grzechy.
Był
także ojciec Michał - zakonnik, franciszkanin, dobry kaznodzieja i spowiednik,
człowiek, który zawsze każe uwielbiać Boga w tym, co mnie boli, który śmieje
się ciepło i stawia na ziemię kiedy wydaje mi się, że jest tragicznie, że świat
mi się wali - uczy, by nie brać siebie zbyt poważnie. Taki ksiądz, o którym
wielu z was marzy, ubogi, czasem zabawny, rozmawiający dobrze z dziećmi,
bierzmowanymi, oazowiczami, więźniami, grzesznikami, kościelnymi babciami i,
tak mi się wydaje, z Bogiem.
Głęboko
wierzę to, że Bóg stawia na naszej drodze różnych ludzi i różnych kapłanów, by
ukazać swój Kościół ale także i swoje zamiary wobec nas. Jestem niemal pewna,
że gdzieś na świecie jest (bo już go znacie) lub czeka na was ksiądz, który
zmieni wasze postrzeganie tej posługi, który zainspiruje was i pokaże w swojej
pracy trochę Jezusa na Ziemi.
Po
co piszę to wszystko? Bo dzisiaj jest dzień podziękowań dla tych duszpasterzy,
którzy nam pomagają i modlitwy za tych, którzy popełniają błędy. To czas refleksji
nad tym, że poza sutanną są to ludzie jak my, z krwi i kości, pełni wad i
grzeszni, ale bardzo przez Boga kochani i wybrani, by mu służyć i być jego
znakiem na Ziemi, w konkretnym miejscu i czasie, właśnie dziś.
Życzę
wszystkim świeckim dobrych duchownych na waszej drodze, a wszystkim księżom, by
Bóg błogosławił im na drodze, którą wybrali.
Na koniec zachęcam do obejrzenia tego materiału:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz