czwartek, 24 marca 2016

Ludzie pod sutanną

Wiele osób mówi, że nie chodzi do kościoła przez złych księży. Osobiście spotkałam na swojej drodze paru , których wady mogłyby zrazić niejednego „letniego” katolika.  


Wiem, że pewnie część z was zrezygnowała z niedzielnej mszy przez złego kaznodzieje lub niemiłosiernego spowiednika, przez biznesmena w sutannie lub hipokrytę, który nie zrozumiał, że nie dla każdego jego sposób parzenia na świat jest słuszny.
Na szczęście sama trafiałam na dobrych księży. Dobrych, ale nie bez wad.
Do komunii przygotowywał mnie pewien młody, wesoły ksiądz z mojej parafii. Był zawsze uśmiechnięty i mówił ciekawe kazania (nawet dla ośmioletniej dziewczynki).  To były niesamowity czas, w którym po raz pierwszy byłam na Triduum, zaczynałam poznawać piękno tych Świąt.
Później spotkałam księdza Dawida. Zawsze będzie dla mnie duszpasterzem, który zaprowadził mnie do Ruchu Światło - Życie, który spowiada z sercem i mówi świetne kazania, który denerwuje się, bo mu zależy i za którego zawsze będę wdzięczna Bogu.
Był jeszcze ksiądz Michał, z którym rozmawiało się o filmach, chodziło na pizzę i który zabierał naszą scholę na wyjazdy i koncerty.  Zawsze mówił, że kocha naszą wspólnotę, a my zawsze, jak przedszkolaki, nieco zażenowali, odpowiadaliśmy chórem. Był ksiądz Sebastian, który wytrzymywał mój bunt na pierwszych wakacyjnych rekolekcjach. Był ksiądz Waldi, który pokazał mi Boga w harcerzach i harcerstwie. Byli w końcu księża, których twarzy nie widziałam, którzy cicho, zza kratek konfesjonału, mówili słowa zmieniające życie i przez których Miłosierny Bóg odpuszczał moje grzechy.
Był także ojciec Michał - zakonnik, franciszkanin, dobry kaznodzieja i spowiednik, człowiek, który zawsze każe uwielbiać Boga w tym, co mnie boli, który śmieje się ciepło i stawia na ziemię kiedy wydaje mi się, że jest tragicznie, że świat mi się wali - uczy, by nie brać siebie zbyt poważnie. Taki ksiądz, o którym wielu z was marzy, ubogi, czasem zabawny, rozmawiający dobrze z dziećmi, bierzmowanymi, oazowiczami, więźniami, grzesznikami, kościelnymi babciami i, tak mi się wydaje, z Bogiem.
Głęboko wierzę to, że Bóg stawia na naszej drodze różnych ludzi i różnych kapłanów, by ukazać swój Kościół ale także i swoje zamiary wobec nas. Jestem niemal pewna, że gdzieś na świecie jest (bo już go znacie) lub czeka na was ksiądz, który zmieni wasze postrzeganie tej posługi, który zainspiruje was i pokaże w swojej pracy trochę Jezusa na Ziemi.
Po co piszę to wszystko? Bo dzisiaj jest dzień podziękowań dla tych duszpasterzy, którzy nam pomagają i modlitwy za tych, którzy popełniają błędy. To czas refleksji nad tym, że poza sutanną są  to ludzie jak my, z krwi i kości, pełni wad i grzeszni, ale bardzo przez Boga kochani i wybrani, by mu służyć i być jego znakiem na Ziemi, w konkretnym miejscu i czasie, właśnie dziś.

Życzę wszystkim świeckim dobrych duchownych na waszej drodze, a wszystkim księżom, by Bóg błogosławił im na drodze, którą wybrali.
Na koniec zachęcam do obejrzenia tego materiału:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz