Ostatnio, będąc w domu, wzięłam się za zmywanie naczyń i ot,
zdenerwowałam się. Woda w kranie była albo gorąca, albo zimna. Strasznie mnie
to poirytowało.
Zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie tylko letnia woda jest przeze
mnie pożądana, ale i letnie życie - znaleźć sobie bezpieczny kącik, iść z
tłumem, zagrzebać wszystko, z czym sobie nie radzę. Po prostu iść po wydeptanej ścieżce,
najlepiej na skróty, byleby inni mieli o mnie dobre zdanie, nieważne, czy
słuszne.
I wtedy przypomniały mi się dwa fragmenty. Letniość i niezdecydowanie
dosyć ostro komentowane są w Biblii.
- Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. (Mt 5, 37)
- Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust (Ap 3, 15n)
Wyrzucić, zwymiotować, zwrócić. Skąd te mocne słowa?
Ośmielę się stwierdzić, że jedną z najniebezpieczniejszych
pokus, jakie człowiek może odczuć, jest właśnie letniość. Dlaczego?
Każdy z nas codziennie podejmuje dziesiątki decyzji, w tym decyzję o
wierze. Można uznać naukę Kościoła i być jej wiernym, można też zupełnie się
jej wyprzeć. Można też być tak "pomiędzy" – wierzyć tylko w to, co jest wygodne. To pokusa
zamknięcia Boga w jakiejś definicji, wypełnianie tylko tego, co pokrywa się z naszą wolą. A co z resztą?
Czasami boimy się podjąć ryzyko. Człowiek z natury ma skłonność do lęku przed tym, czego nie zna. Odrzuca wszystko, co sprawia mu ból. Czasem zwalamy winę na innych (nawet nieświadomie), by tylko poczuć się lepiej, by nie musieć ponosić konsekwencji swoich czynów.
Czasem zależy nam bardziej na opinii innych, niż na opinii samego Boga,
zupełnie zapominając o słowach z Pierwszej Księgi Samuela: Nie tak człowiek widzi, jak widzi Bóg. Boimy się, że ktoś tu na ziemi odkryje naszą słabość i poczujemy się nadzy, jak Adam i Ewa. Gorzki smak porażki.
Boimy się wyjść z szeregu, wyruszyć tam, gdzie nie ma wyznaczonego szlaku, podjąć samotną podróż w głąb siebie. Tymczasem nie ma innej drogi, by odkryć nowy
ląd.
Wypłyń na głębię! –
Jezus powtarza to do każdego z nas. I każdemu z nas to może wydawać się absurdalne. W końcu całą noc łowiliśmy i nic, przecież tu nie ma ryb. Przecież
codziennie staram się, przecież próbuję i nic. Tu już nic się nie wydarzy. Ale Jemu
nie chodzi o to, byśmy ufali swojemu rozumowi, tylko Jemu. Mamy spalać się z
miłości, pozwolić umrzeć własnej pysze, potrzebie bycia najlepszym. Mamy oddać Mu
serce. Brzmi podniośle, lecz jak inaczej to nazwać, jeśli nie właśnie tak?
Letniość powoduje stanie w miejscu, a w konsekwencji cofanie się. Spokój, którego pragniemy, nie daje możliwości rozwoju. Można nazywać się wierzącym
i przespać całe życie. Można robić wiele dobra, któremu jednak czegoś brak. Dlaczego tak? Bo nie słuchamy Boga. Nasuwa
mi się teraz myśl o proroku, który był w kropce. Jonasz, Hebrajczyk czczący Boga. Brzmi całkiem nieźle. A jednak czegoś tam brakowało. Od początku nie bardzo wiedział, co robić. Z jednej strony uważał się za wierzącego, modlił
się, składał ofiary, ale z drugiej strony, zawsze było jedno małe ale. Mianowicie, co prawda, spełniał wolę… ale swoją. Był to owoc lęku i pychy, bo nie chciał przyznać Bogu racji. Przeszedł wtedy długą drogę, w czasie której nadszedł czas, że zmienił zdanie, podjął decyzję o wiare i wypełnił wolę Ojca. I tak zrobił to po swojemu, ale zrobił. Poszedł tam, gdzie miał pójść. To był owoc decyzji – wierzę Ojcze. Nie
rozumiem Cię, ale wierzę w Twoją moc.
Gdy jesteśmy zawieszeni gdzieś pomiędzy swoją a Bożą wolą, wahamy się,
letniość powoduje duchową depresję. Przecież złe duchy nie kuszą nas wprost. Nie mówią: Ej Franek, patrz, jaki ładny grzech, no
weeeeź go popełnij. One działają delikatnie, wiedzą, co lubimy i wykorzystują to
przeciwko nam. Karmią nas tym, co nam
smakuje, jak mówił św. Charbel. Dlatego Jezus oczekuje od nas jasnej
decyzji. Spokojnie, nie musimy pałać miłością od razu. On nasz wszystkiego nauczy.
Musimy po prostu podjąć decyzję, powiedzieć Bogu Amen.
Jezus wielokrotnie powtarza pytanie - Piotrze, czy miłujesz mnie?
Czy miłujesz mnie?
Takie właśnie przemyślenia naszły mnie w trakcie zmywania. Na koniec przesyłam
filmik, który lepiej ode mnie wyjaśnia,
czym jest i jaki ma skutek niezdecydowanie.
Z
Bogiem!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz