Kościół, jest jeden, święty, powszechny i apostolski. Jest też wielobarwny i fascynujący. Nie wierzysz? Przekonaj się sam!
Jestem zawsze pod wrażeniem starszych pań w beretach wykonanych z wiadomego materiału które niemal codziennie spotykają się w kościele by modlić się na różańcu. Serio mówię. Wzbudzają we mnie wiele ciepłych emocji i jestem pewna, że ich modlitwa jest bardzo pomocna, choć może dla wielu z was zbyt oklepana i zanadto sformalizowana.
Uwielbiam moich znajomych charyzmatyków - ludzi z wiecznym bananem na twarzy którzy potrafią zjechać pół kraju żeby zobaczyć ojca Baszaborę, modlą się językami a ich hasło brzmi „Mogę się za Ciebie pomodlić”. Posiadają odwagę i radość której często mi brakuje.
Zachwyca mnie miłość tradycjonalistów do liturgii - ich poszukiwanie mistycyzmu i dbałość o szczegóły, walkę o to, co jest w kościele od wieków i bezkompromisowe szukanie Prawdy. Inspirują mnie tym wszystkim i wiele się od nich uczę, choć nieraz mam ochotę zarzucić im przesadę i formalizm.
A nadto - patrzę na moich znajomych z Ruchu Światło-Życie, formowanych przez lata z tych samych oazowych konspektów, którzy w tak różny sposób patrzą na wiarę, którzy potrafią dyskutować a nawet sprzeczać się o sprawy kościoła. Lubię i to. Dobrze się czuję w ich towarzystwie, bo wiem, że im na tym wszystkim zależy, choć może jednych wychowali „neoni”, innych starzy oazowicze, innych tradycjonaliści, niektórych ich babcie, które modliły się z nimi na różańcu a jeszcze inni są w swoich domach jedynymi katolikami. Jesteśmy różnymi ludźmi tego samego Boga, choć tak często się nie zgadzamy ze sobą.
Lubię tych zimnych, gorących i letnich. Lubię różne sposoby sprawowania liturgii, różne modlitwy, różne wrażliwości i różne wspólnoty. W każdej z nich odczytuję pewną wartość. Uspokaja mnie myśl, że nasz kościół jest globalny, nigdy nad nim nie zachodzi słońce i o każdej porze gdzieś na świecie jakiś kapłan odprawia Mszę Świętą. Wiem, że niektórzy przy modlitwie podnoszą ręce do góry a inni składają je razem, jedni śpiewają i tańczą a inni klęczą, że na świecie są zakony kaznodziei i milczących mnichów. Wiem, że miłosierdzie to zarówno rozmowa przy kubku herbaty jak i pomaganie żebrakom. Wiem, że na zbawienie nie ma wzoru, jakiegoś pewnika i opcji najlepszej. I, kurczę, to jest świetne!
Więc nie daj sobie wmówić, że jest inaczej, że wszyscy są tacy sami, katolicy to hipokryci, wszystkie zakonnice są smutne i nieszczęśliwe (i pewnie do tego stuknięte, bo jaka kobieta chodzi całe życie w jednej sukience) a księża wstąpili do Seminarium żeby mieć pewną kasę. Nie pozwól, by jedno złe kazanie czy skandal przekreśliło całą wspólnotę kościoła. To tak jakby jeden zgubiony list przekreślał instytucję poczty.
A jeśli jesteś z jakiejś wspólnoty/ruchu: NIGDY nie wkładaj innych do szufladek „święci”, „potępieńcy” „świry”. Nie jesteśmy na tym świecie od tego, żeby siebie nawzajem zwalczać ale żeby iść razem ku Nieskończonej Miłości. I, czy tego chcesz czy nie, idziemy wszyscy jakby pod pachę. Więc zaciśnij zęby, otwórz serce i pozwól, by każdy przeżywał wiarę na swój sposób. A jak coś nie przynosi owocu, to i tak będzie odcięte, Bóg nie zaniedbuje swych obietnic.
Kościół to jedna z największych instytucji na świecie. Miło jest być jej częścią, choć nie zawsze jest łatwo, bo czasem obowiązuje nas odpowiedzialność zbiorowa. Ale bądź dumny. Kochaj, dbaj o to co według ciebie potrzebuje w tej wielkiej wspólnocie opieki. Ostatecznie, w niebie „neoni” usiądą obok „transów” i „duchaczy”. A ta szalona wizja napawa Optymizmem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz